| Roman na szlaku Hillarego |
|
| niedziela, 28. marzec 2010 , 09:52 |
|
|

Himalaya Expedition 2010
Królestwo” jest jedno i znajduje się tam, w Himalajach – pisał Roman Odolczyk w swoim tekście zapowiadającym jego himalajską wyprawę. Tym razem, w momencie kiedy publikujemy jego następną relację jest już w drodze do Nepalu. Większość z nas myśli o świątecznych przygotowaniach, porządkach, zakupach, a Romek spełnia swoje marzenia. Podobnie, jak z poprzednich jego wypraw i tym razem mamy obiecane relacje „z pierwszej ręki”. Dzisiaj zapowiedź Himalaya Expedition 2010.
Trzymamy kciuki - niech duchy gór mu sprzyjają...
Termin wylotu tuż, tuż. Ostatnie zakupy, sprawdzanie sprzętu i dziesiątki drobnych spraw do załatwienia. Jest 15. po południu, tu w Warszawie, kiedy piszę te słowa. W Kathmandu – wieczór (różnica czasu wynosi + 5,45 godz.), a temperatura około 24 stopni. Następne dni zapowiadają się słoneczne. Mam nadzieję że tak będzie przez najbliższy miesiąc.
Dzisiaj jedziemy do Berlina, skąd przez Brukselę i Delhi dostaniemy się do Kathmandu.
Po załatwieniu wszelkich formalności w stolicy Nepalu, trzeba będzie tylko przedostać się do Lukli, potem już tylko góry i my. Idziemy w stronę bazy pod Everestem drogą wyprawy Hunta i Hillarego – pierwszego zdobywcy, mając oczy zwrócone na najwyższy szczyt świata.
Niech duchy gór nam sprzyjają, będzie się działo …
Mówią że Nepal to miejsce którego się nie zwiedza. To miejsce, które się przeżywa.
Spotkanie z inną, oryginalną kulturą, którą tworzą ludzie o różnych narodowościach i wyznaniach. Miejsce, w którym urodził się Budda, mieszanina kontrastów, intensywne barwy, orientalne zapachy, cuda natury…a także skrajna bieda i spokojna radość życia. Do 1951 roku ten kraj był całkowicie zamknięty dla cudzoziemców
Teraz to się zmieniło i mam nadzieję, że kontakt z miejscowymi ludźmi, możliwość poznania egzotycznych zabytków Kathmandu czy Patanu, dostarczy nam równie wspaniałych wrażeń, co pobyt w górach.
Roman Odolczyk
Roman Odolczyk, spedytor lotniczy z warszawskiego Okęcia, pracujący w firmie Rusak Business Services. Jego pasją stały się wyprawy wysokogórskie. Zaczynał jak większość alpinistów od polskich Tatr. Potem był Elbrus, Mont Blanc, i daleka wyprawa w Andy. Ostatnio, jak sam powiedzila nieco „rekreacyjnie” zdarzyła się afrykańska eskapada z wejściem na Kilimandżaro i Uhuru Peak – 5895 m. |