| Zbędny logistyk |
|
| piątek, 13. luty 2009 , 10:06 |
|
|

Dla sprostania logistycznym wyzwaniom XXI wieku może zabraknąć jednak nie tylko chęci u specjalistów od „łańcucha dostaw”, ale i samych specjalistów. Albowiem do roli pilnowania rutynowego funkcjonowania „łańcucha dostaw” lepiej przydają się informatycy. Najpierw nauczyli się procesów, a następnie w znanym tylko sobie języku zapisali to wszystko do komputerów.
Teraz po naciśnięciu klawisza komputery – połączone w sieci – sterują przepływami towarów. Naukowcy dodają do tego uzasadnienie, że gwarancją sukcesu jest wierne trzymanie się procesów zapisanych w komputerze i zatwierdzonych przyznanym wcześniej certyfikatem. Dzięki temu informatyk sterujący procesami za pomocą komputera staje się „właścicielem” tych procesów.
Do poprawnej ich realizacji „łańcuchowiec” przestaje być potrzebny.
Na konferencji AMR Research w 2008 r., J. Chris Scalet – Chief Information Officer w Merck & Co. – wyznał, że zna co najmniej 25 takich, jak on informatyków w dużych firmach, którzy przejęli w nich pełną władzę nad łańcuchem dostaw, zachowując przy sobie pozostałe funkcje informacyjne firmy. Także w dyskusji nad tym wystąpieniem potwierdzono, że coraz więcej CIO jest odpowiedzialnych za „łańcuch dostaw”. Co więcej, informatycy którzy najpierw współdziałali przy wdrożeniu systemu typu ERP, są wręcz proszeni o to, by w kolejnym kroku zajęli się „łańcuchem dostaw”.
Na pytanie dlaczego tak się dzieje, że szef informatyki staje się odpowiedzialny za cały przepływ ładunków i informacji w firmie i poza nią, na konferencji znaleziono prostą odpowiedź. Jest tak dlatego, że informatyk stał się architektem całego biznesu i wie, jak nim sterować przy użyciu komputera.
Jednak nie zapytano o warunki tego co się stało? Stało się zaś tak, dlatego, że tylko informatyk wie jak przekazać do komputera to, czym zajmowali się logistycy i jak uzyskać od komputera pomoc. Żeby w firmie wszystko grało, wcześniej trzeba było informatykom wytłumaczyć o co chodzi w biznesie. Oni zazwyczaj odpowiadali, że to jest niemożliwe.
Dlatego trzeba było znowu im tłumaczyć od początku, aż zrozumieli i zapisali to w komputerze. Gdy już zapisali, to musieli pilnować, by tak się działo jak zapisali.
Dzięki temu na co dzień procedury są realizowane, pracownicy w każdej chwili wiedzą co mają robić, kierownictwo jest pewne, że efekt działania procesów jest osiągany. Najlepiej jest gdy pracownik dostaje na ekranie podpowiedź, co ma zrobić. Oczywiście argumentem „za”, jest standaryzacja procesów, bo wtedy popełnia się mniej błędów, bo informacje są aktualne i dostępne na bieżąco, itp., itp., itd.
Kto zaś burzy ten sielski obraz?
Oczywiście błąkający się jeszcze gdzieś logistyk. To on domaga się co chwila zmian w procedurach, bo aktualnemu klientowi coś nie dogadza. Szkoda jednak zmieniać procedury, które z takim wysiłkiem wprowadzono do komputera i otrzymano za to, nawet jakiś certyfikat. Należy zatem zwolnić logistyka, albo przynajmniej trzymać go z dala od procesów. Chyba, że zostanie wyznawcą „łańcucha dostaw”.
Zatem dzieje się to, co się dziać musiało – ale czy dobrze się dzieje?
Czy informatycy są tymi, co powinni odpowiadać za cały „łańcuch dostaw”?
Oczywiście nie powinni, gdyż nie są do tego przygotowani. Tylko splot okoliczności sprawia, że podejmują się nie swoich zadań. Sprzyja temu założenie, że to, co robią logistycy jest procesem. A ponieważ sięga on dziś daleko poza przedsiębiorstwo, to nie można z nim sobie poradzić bez informatyki.
Tu jednak pojawia się przeszkoda nie do przebycia, w postaci języka programowania, w którym można porozumiewać się z komputerem. Dlatego trzeba prosić informatyków o pomoc. Ci zaś – zamiast usuwać tę barierę – dowiadują się od użytkownika o co mu chodzi i na tej podstawie piszą potrzebne mu programy.
W rozwoju swej dyscypliny wiedzy utknęli bowiem na etapie tworzenia takich języków programowania, których nauczenie się wymaga odrębnych studiów. Na skutek tego umacniają, zamiast usuwać barierę pomiędzy użytkownikiem a komputerem. Sami zaś stają się jej strażnikami. A ponieważ od lat wiadomo, że informatykom najlepiej wychodzi programowanie okienek, to reszta udaje się im nieco słabiej. Tym niemniej użytkownik musi być z tego zadowolony, bo nie ma innego wyjścia. |