Pierwszy tydzień przeznaczony na zdobycie Mt.Kenya, spędzimy w trójkę z Basią i Pawłem.
Najwyższy szczyt Kenii ma 3 wierzchołki – bliźniacze, typowo wspinaczkowe Nelion i Batian, oraz ten trzeci - Lenana Point – wierzchołek przeznaczony do trekkingowego wejścia. Razem z Pawłem spróbujemy wejść na główny szczyt, natomiast Basia zdobędzie Lenana Point – 4985 m.

Organizacyjnie wszystkimi naszymi sprawami zajmuje się agencja turystyczna Savuka Travel.
Tak to już jest w Afryce, że zarówno trekking i wspinaczkę na
Kili i Mt.Kenia, wszelkie atrakcje typu safari, przejazdy i noclegi itp. załatwia za ciebie agencja.
Było kilka niespodzianek, jak na przykład ta, że banknoty USD sprzed 2000 roku nie są przyjmowane.
Ale… ogólnie jednak z usług Savuki byliśmy zadowoleni.
Już następnego dnia po przylocie byliśmy w miejscowości Nanyuki, leżącej dokładnie na równiku .
I teraz mogę potwierdzić, że spływająca do wiadra woda rzeczywiście kręci się w przeciwnych kierunkach w zależności od półkuli na której stoimy, natomiast na linii równika leci prosto.

Nanyuki – typowe afrykańskie miasto, zatłoczone, chaotycznie zabudowane, pełne niedokończonych domów i tonące w śmieciach.
Jak zresztą cała Kenia czy Tanzania.
Nikt tu nie sprząta, sterty śmieci i odpadków zalegają na ulicach i poboczach drogi.
Po jednej nocy spędzonej w miejscowym hotelu, wyruszamy do Parku Narodowego pod Mt.Kenia.
W ciągu trzech dni trekkingu do wysokości prawie 4700 m n.p.m, przechodzimy przez kolejne strefy roślinne od lasu równikowego do pierwszych śniegów.
Mt.Kenia to masyw piękny – znacznie ładniejszy od Kilimanjaro, o wyglądzie alpejskim – w okolicach schroniska SHIPTON HUT (3700 m) otaczają nas dokoła ostre, strzeliste szczyty.