Dążenie do własnego stylu to droga każdego muzyka
piątek, 26. luty 2010 , 14:47
Dążenie do własnego stylu to droga każdego muzyka
Debiutancki album
Już wkrótce na rynku muzycznym ukaże się debiutancki album formacji See You At Midnight (SYAM), zatytułowany Icebreaker. Zespół, którego założycielami są Sylwester Adam i Tomasz Potocki gra w pięcioosobowym składzie. Oprócz wyrazistego vocalu cały czas słychać brzmienie soczystej gitary. Gitarowe riffy łatwo wpadają w ucho, a pozostali muzycy tworzą zgraną sekcję, utrzymującą pulsujący rytm i znakomicie współbrzmią ze swoim frontmanem.



Na chwilę przed pierwszym koncertem promującym ten krążek publikujemy rozmowę z założycielami zespołu.

- Pod szyldem SYAM gracie od niedawna. Co oznacza nazwa waszego zespołu?
Sylwester Adam (S.A.): Cenimy w muzyce element zmysłowości i nastroju, dlatego zależało nam, aby oddać go w nazwie. Poza tym, od razu nam się spodobała, co zakończyło dalsze rozważania.
Tomasz Potocki (T.P.): Nasza nazwa jest bezpośrednia. Podobny komunikat w języku polskim byłby zbyt anonimowy, w języku angielskim, gdy mówi się „see you”, patrzy się rozmówcy w oczy.


Okładka albumu Icebreaker
Utwory: 1. Steps Ahead, 2. Anytime Anyplace, 3. Icebreaker, 4. Day of Independence, 5. Lovelab, 6. Too Bad, 7. The Wedding Song, 8. Human Touch, 9. Welcome to my Store, 10. Call it Freedom, 11. Burning Robe, 12. Coming Home.
- Na okładce płyty jest lodołamacz, który jednoznacznie kojarzy się z jej tytułem. Skąd pomysł na nazwę albumu?
S.A.: Icebreaker, czyli lodołamacz, ma również znaczenie symboliczne. Ostatnimi laty, pracując nad muzyką czuliśmy się jak w stoczni, ze spawarką w ręku i nitownicą. Pora zmienić otoczenie i zaczerpnąć powietrza. Wiemy, że lekko nie będzie, stąd kruszenie lodu. W przeciwnym wypadku nazwalibyśmy płytę Motorówka albo JumboJet.
T.P.: Motyw z okładki ma podwójne dno. Widać na niej lodołamacz „Perkun”, polską jednostkę pływającą, co ma dla nas głębsze znaczenie. Z kolei sam Perkun jest bóstwem bałtyjskim, bogiem niebios i ognia.
Okładka w piękny sposób definiuje nasze korzenie i nastroje. Nic dodać, nic ująć.

- Jakie kwestie poruszają teksty utworów na waszej płycie?
S.A.: Pisząc teksty stanęliśmy przed wyzwaniem. Wiedzieliśmy, czego nie chcemy w nich zawrzeć: darcia szat, naiwności, pouczania i mesjanizmu. Jesteśmy facetami z dystansem do świata i takie też są piosenki. Piszemy o relacjach damsko-męskich, bez różowych okularów.
Co zrobić, gdy fascynację zagłuszy sumienie? Co, gdy rozsądek zagłuszy fascynacja? Jak szukać odpowiedzi, nikogo po drodze nie raniąc? Jak bardzo ranimy siebie samych starając się oszczędzać innych?
Płyta jako całość ma skłonić do refleksji, bo do poradnika z pewnością jej daleko.

- Jak opisalibyście swoją muzykę osobom, które jej nie słyszały? Czego mogą się spodziewać po waszej płycie? Czy kreujecie własny styl?
S.A.: Dążenie do własnego stylu jest wpisane w drogę każdego muzyka i zespołu. Od tradycji nie da się uciec, bo każdy się na czymś wychował i z czegoś uczył. Idea jest taka, aby ze składników znanych i lubianych stworzyć danie, które będzie smakowało, choć trochę inaczej niż zupa sąsiada.
Podobnie jest z nami. Czerpiemy z wielu stylistyk, ale posiekaliśmy je na tyle drobno, by między zębami nie pozostała pietruszka czy też inny seler. (uśmiech)

Podsłuchaj singla zespołu SYAM pt.: Steps Ahead



- W jednej z recenzji płyty „Icebreaker” można przeczytać, że „nie brakuje tu przebojowych refrenów i ładnych melodii”. Czy jest jakaś metoda na tworzenie „ładnych melodii”?

S.A.: Wychowaliśmy się na „Romantykach muzyki rockowej”, audycji świętej pamięci Tomka Beksińskiego na falach Trójki. Może jego gust ukształtował nasz, a może mieliśmy podobną wrażliwość, niemniej takie zespoły jak Ultravox, The Cure czy Depeche Mode na zawsze pozostały naszym wyznacznikiem nastroju i emocji.
Mimo, że słuchamy dosłownie wszystkiego, od ciężkich gatunków po pop, kanon zawsze bierze górę, a my z nim nie walczymy.


Zespół See You At Midnight wystąpi 28 marca br. o godz. 18.00 w warszawskiej Progresji

- Wszystkie utwory na waszym krążku są w języku angielskim. Dlaczego?
S.A.:
Wybraliśmy angielski, bo jest dla nas integralną częścią współczesnej muzyki. Żyjemy w czasach globalizacji i internetu. Dotarcie do słuchacza na drugim końcu świata nie stanowi dziś problemu i warto z tego skorzystać.
W Polsce sytuacja wygląda nieco dziwnie. Liczący się krajowi producenci są zapatrzeni w zachodnie wzorce brzmieniowe, ale nakłaniają muzyków do śpiewania po polsku. Z komercyjnego punktu widzenia jest to słuszne posunięcie, jednak z artystycznego - beznadziejne. W ten sposób na światowym rynku nigdy nie zabłyśnie polska gwiazda.
 
- Jak radzą sobie z taką sytuacją inni, nie anglojęzyczni, artyści?
S.A:
Przykładem do naśladowania powinna być Skandynawia. Minęło 30 lat od panowania Abby i dzisiaj przemysł muzyczny jest tam traktowany równie poważnie, jak wydobywczy. Co krok wpadamy na szkółkę gitarową, taksówki są obklejone reklamami płyt, a podrzędne domy kultury mają lepiej wyposażone studia, niż niektóre polskie placówki komercyjne.
Skandynawowie są dumni ze swoich zespołów. Nikt się nie dziwi, dlaczego śpiewają po angielsku.


- Czy mimo to czeka nas w przyszłości krążek „po polsku”?

T.P.:
Polacy są równie osłuchani, jak reszta świata. Jeżeli ktoś na co dzień ma kontakt z anglojęzycznymi produkcjami, bez znaczenia będzie dla niego pochodzenie zespołu – o ile dostanie do ręki dobry album. Dobrym przykładem jest znakomity polski metalowy zespół, Acid Drinkers.
Do trzeciej ich płyty wielu Polaków myślało, że to Amerykanie! A jeżeli ktoś uwielbia polską poezję, może spać spokojnie: zespołów, które się w niej specjalizują jest wiele i chwała im za to.
Po prostu pozwólmy zespołom śpiewać w takim języku, w jakim chcą i nie dorabiajmy do tego ideologii.

- Naprawdę wierzycie, że polski zespół może odnieść sukces na Zachodzie?
T.P.:
My WIEMY, że tak się stanie, pytanie tylko kiedy? Za rok, 5 lat czy 50? Może to będzie ktoś z olbrzymią wiarą w sukces? A może ktoś, za kim będzie stał olbrzymi kapitał?
Jedno jest pewne – aby tak się stało, trzeba mieć w sobie chęć rywalizacji.

- Na koniec powiedzcie, jakie macie plany na przyszłość bliską i daleką?
S.A.:
W tej chwili rozmawiamy z wieloma wytwórniami, ale im dłużej to robimy, tym bardziej jesteśmy skłonni wydać płytę sami. Kontrakty nie gwarantują muzykom dochodów, więc wolimy mniej zarobić, ale na własną rękę. Z czasem będzie tylko lepiej, a my jesteśmy cierpliwi. Po drugie ruszymy w trasę koncertową. Skompletowaliśmy już pełny skład i dogrywamy szczegóły aranżacyjno-sceniczne. Resztę pomysłów zachowamy dla siebie, bo wolimy ich nie zapeszać.
Pierwszy koncert będzie 28 marca br. w warszawskiej Progresji.
Zapraszamy wszystkich czytelników spedycje.pl.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów!

Rozmawiała: Ewa Ziomek
» Wstecz
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
KOMENTARZE
Przeczytaj 6 komentarzy na forum
  koko    wtorek, 02. marzec 2010 , 09:52:47, ID (ip): 9e3cb7
 

 
  kremulek    poniedziałek, 01. marzec 2010 , 12:11:43, ID (ip): 9e3cb7
 

 
  Krokuska    poniedziałek, 01. marzec 2010 , 10:00:10, ID (ip): 9e3cb7
 

 
Dodaj Komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 
 
Wybierz najlepszy kalendarz branży TSL 2012
DB Schenker
Delta Trans
Diera
Katowice Airport
PKS Gdańsk Oliwa S.A.
Stan Trans
CTL Logistics

O nas |  Kontakt z redakcją | Reklama / Advertising | Partnerzy | Newsletter | RSS | Zgłoś błąd na stronie
Arsped Sp. z o. o. 2009 - Wszelkie prawa zastrzeżone