| |
Drogi Grzegorzu,
Mam nadzieje, ze trafnie rozszyfrowuję anonimowosc autorki krotkiego lisciku, ktory przyszedl do twojej Redakcji.
Przeczytalam twoj wstep do artykulu o Tomku, jak to w/g polecenia anonimowej Beaty (chyba az nie tak anonimowej, skoro podpisala sie Beata) zajrzales na strone zeglaz.net.
Musiales rzeczywiscie tylko zerknac. Jesli bys lepiej wczytal sie w jego strone, moze bys sie dowiedzial i zgodzil ze mna, ze ta anonimowa Beata, nie moze byc ktos inny, ale tylko Tomasza zona. Przypuszczam tylko, ze ze wzgledu na skromnosc swojego charakteru, nie podpisala sie pelnym imieniem.
Byl to zupelny przypadek, ze pare dni przed rozpoczeciem Tomka rejsu, mialam osobista przyjemnosc poznania w Ensenada, w Meksyku naszego bohaterskiego zeglaza, jego zony, majtka Wacusia i grona ich przyjaciol. Tego samego dnia, wraz z moim mezem mielismy rowniez przyjemnosc biesiadowania na pokladzie Luki w towarzystwie w/w.
Mam nadzieje, ze Beata nie bedzie miala mi za zle, ( nie pytalam o pozwolenie) ze wyciagnelam "szydlo z worka". Wydaje mi sie, ze nie tylko Tomaszowi, jako glownemu bohaterowi tego morskiego wojazu nalezy sie poparcie i rozpowszechnianie famy. Beacie rowniez przysluguje ogromny szacunek, podziw i reklama dla jej nieustajacej pomocy i entuzjazmu dla wyczynu swojego meza. Zdecydowanie jej rola jako malzonki zeglarza samotnie oplywajacego "pod prad" kule ziemska nie jest latwa.
Zalaczam serdeczne pozdrowienia,
Malgorzata (Freiwirth)
San Diego, Kalifornia USA |