„Bankructwo znanej spółki – z piętnem afery” i „Znana spółka pozostawiła tren długów na Litwie” to tytuły i niektóre z określeń opublikowane na łamach litewskich gazet, które opisują kłopoty znanego, międzynarodowego operatora logistycznego M&M Militzer and Munch International Holding AG z siedzibą w Szwajcarii, mającego swoja spółkę i w Polsce.
Po raz pierwszy o tej sprawie pisaliśmy 19 marca br. (
Kłopoty M&M na Litwie?) przedstawiając postanowienie wileńskiego sądu okręgowego z 7 lutego br. w przedmiocie bankructwa M&M Militzer and Munch Baltica oraz stanowisko polskiej firmy „M&M Militzer&Munch Polska sp. z o.o.”
Ale o tym, że sprawa nie została zakończona, świadczą artykuły w prasie litewskiej, opisujące i zarzucające „doprowadzenie do świadomego bankructwa” działające tam przedsiębiorstwo ze szkodą na rzecz litewskich przewoźników (między innymi w największym dzienniku litewskim „Lietuvos rytas” gdzie opublikowano artykuł Arūnasa Karaliūnasa - Bankructwo znanej spółki z piętnem afery”.
A
by umożliwić naszym czytelnikom poznanie istoty sporu, poniżej publikujemy tłumaczenie artykułu z branżowego czasopisma transportowców „Kelias“ („Droga”) Nr 10(52).
Wierzyciele „M&M Militzer and Munch Baltica“ będą dążyli do udowodnienia afery
Spółka „M&M Fortransas“, która zostawiła około 4 mln Lt (około 1,16 mln euro), zarządzana przez znany szwajcarski koncern usług logistyki „M&M Militzer and Munch International Holding AG“, likwiduje się, a dla „M&M Militzer and Munch Baltica“, która przejęła zobowiązania – ogłoszono bankructwo. Podobny los spotkał i pokrewne spółki na Łotwie i Estonii. Przewoźnicy i spedytorzy założyli komitet wierzycieli, który będzie dążył do wyjaśnienia winnych procesu posiadającego oznaki umyślnego bankructwa.
Znany na świecie koncern logistyki i ekspedycji nie przyznaje się do długów dla przewoźników Litwy i proponuje milionowe długi wyegzekwować od należących do niego niewypłacalnych miejscowych spółek.
Od razu po usłyszeniu przez przewoźników, że międzynarodowy gigant logistyki „M&M Militzer and Munch International Holding AG“, posiadający 85 proc. akcji bankrutujących i likwidowanych spółek, nie zamierza zwracać milionowych długów, wybuchła fala oburzenia.
Vytautas Židonis, dyrektor kowieńskiej spółki “Logitransa”, który jako jeden z pierwszych usłyszał taką nowinę, twierdzi, że jego spółce przedsiębiorstwa zarządzane przez wymieniony koncern i działające na Litwie są dłużne około 40 tys. Lt. „
Ale nie kwoty pieniędzy są najważniejszym czynnikiem, dla którego zebrał się komitet wierzycieli, chcemy drogą sądową udowodnić, że staliśmy się ofiarami dobrze zaplanowanego umyślnego bankructwa”, - twierdzi wybrany na przewodniczącego komitetu V. Židonis.
Po udowodnieniu umyślnego bankructwa, wierzyciele będą mogli prosić sąd o wykonanie audytu spółki i wyjaśnienie, dlaczego przez tak długi okres mogła pracować ze stratą, dlaczego z przewoźnikami zawierano umowy wiedząc, że z nimi nie rozliczą się?
Oczekują także odpowiedzi na pytanie, czy istniały dokumenty podpisane przez akcjonariuszy, pozwalające dyrektorowi na złe gospodarowanie i dysponowanie środkami. Jeżeli udałoby się udowodnić fakt umyślnego bankructwa, poszkodowane spółki mogłyby żądać utracone pieniądze od koncernu znajdującego się w Szwajcarii.
Według V. Židonisa, podejrzenie, że nie wszystko jest w porządku, pojawiło się już wtedy, kiedy Bruno Kaspar dyrektor posiadający 15 proc. akcji spółki „M&M Militzer and Munch Baltica“, (która przejęła zobowiązania likwidowanej spółki „M&M Fortransas“), zrezygnował ze stanowiska kierownika, a zamienił go nowy kierownik administracji, przedstawiciel „M&M Militzer and Munch Polska Sp. z o.o.“ - Wojciech Paprocki, który od razu zainicjował bankructwo spółki.
W tym samym czasie wydarzenia podobnie rozwijały się w pododdziałach M&M działających na Łotwie i Estonii, które zostały ogłoszone jako niewypłacalne.
Na administratora bankrutującego przedsiębiorstwa sąd wyznaczył UAB „Bankrotera“, która ustaliła, że podstawową przyczyną upadku spółki – było niegospodarność oraz zbyt duże wydatki administracyjne. Znaleziono nie jedną umowę, która była niekorzystna dla spółki. Przed likwidacją spółki B. Kaspar podpisał umowę o przeniesieniu majątku – która zdaniem wierzycieli, upoważnia ich do twierdzenia, że upadek był planowany, a do bankructwa „M&M Militzer and Munch Baltica“ doprowadzono umyślnie. Zostały długi, w tym około 2,6 mln Lt na rzecz 190 spółek przewoźników z Litwy oraz 1,4 mln. Lt – dla zagranicznych spółek.
Ponieważ spółka (likwidowana) nie posiada żadnego cennego majątku, nie zamierza pokryć milionowych zadłużeń. Ścianą milczenia odgrodził się znany, mający swoją siedzibę w Szwajcarii koncern, chociaż przy jego obrotach sięgających rocznie 412 mln euro, dług mniejszy niż milion euro wydawałby się śmiesznym, bardziej powinien liczyć się jego prestiż
Stanowcze odpowiedzi
V. Židonis po wysłaniu dla „M&M Militzer and Munch International Holding AG“ listu elektronicznego z prośbą zapłatę powstałego długu, wkrótce otrzymał odpowiedź, że zbankrutowały nie filie koncernu, a oddzielne spółki, więc pretensje należy rościć do nich.
Z polskiego pododdziału M&M przyszła jeszcze bardziej stanowcza odpowiedź: „
Zawiadamiamy, że nieprawdą jest, że nasza pierwsza spółka „M&M Militzer & Munch International Holding” zlikwidowała którekolwiek swoje filie. Prawdą jest tylko to, że zbankrutowały wskazane spółki, które były i są oddzielnymi subiektami zobowiązań.
Nieprawdą, że członek zarządu naszej spółki prof. habilitowany dr. Wojciech Paprocki pozostał przedstawicielem którejkolwiek spółki „M&M Baltica“.
Przedstawicielami UAB „M&M Baltica“ w Wilnie i „M&M Baltica OU“ w Tallinie odpowiednio pozostają: Vėjūnas Klimas i Peep Lillemae“.
Jednak w liście nie wspomina się, że te osoby są wyznaczonymi administratorami bankructwa, a jednocześnie grozi się dochodzeniem na drodze sądowej - za poniesione straty w wyniku opisywania informacji przewoźnika i rozgłaszania jako nieprawdziwych.
Jednak po spojrzeniu na postanowienie Wileńskiego sądu dzielnicowego z 8 lutego bieżącego roku staje się jasne, że W. Paprocki, w nim wymienia się jako kierownik administracji „M&M Baltica“, który zainicjował bankructwo tej spółki.
Nowa nazwa: „AD Services“
W tym przypadku nie chronią przewoźników litewskie ustawy: zbankrutowana spółka w naszym kraju za nic nie odpowiada, a cennego majątku, sprzedając który mogłaby rozliczyć się z poszkodowanymi spółkami, „M&M Militzer and Munch Baltica“ już dawno nie posiada.
O możliwym umyślnym bankructwie może świadczyć i fakt, że w tym momencie większa część byłych pracowników „M&M Militzer and Munch Baltica“ przeszła pracować do nowej spółki „AD Services“. Mało tego, ostatnio na stronie internetowej „M&M Militzer and Munch International Holding AG“ wymienia się ją, jako przedstawiciela firmy na Litwie.
Tym samym pozostał niejasny i los ekspresowych przesyłek, ponieważ przedstawiciele M&M informują, że są przedstawicielami na Litwie znanej spółki przesyłek ekspresowych „FedEx“.
Ten kierunek biznesu był szybko rozwijany, kiedy spółką M&M kierował, Nerijus Čelkonas, znany jako kierownik UAB „Lex System“.
Pełnomocnik "Bankrotera" V. Klimas znalazł umowy, które były niekorzystne dla spółki „M&M Baltica“. Między innymi wymienia umowę ze spółką przesyłek ekspresowych "FedEx", w której wszystkie rozliczenia były przewidziane w dolarach USA. I kiedy kurs tej waluty spadł, współpraca z "FedEx" okazała się niekorzystna.
Oprócz tego, według V.Klimasa, spółka przeznaczała zbyt dużo środków na utrzymanie administracji. W przeszłym roku jednocześnie w niej pracowało 52 osób. Pełnomocnik „Bankrotery" również widzi oznaki umyślnego bankructwa spółki "M&M Baltica". Jako przykład podaje, że spółka "M&M Baltica“ już na granicy bankructwa przeprowadziła transakcję (przez obywatela Szwajcarii B. Kaspara, wówczas kierownika spółki) z należącą do niego spółką UAB „Turicum“, przekazując 5 samochodów osobowych, za które spółka „Turicum“ do dziś nie zapłaciła. Podejrzane jest i to, że ta umowa przekazania praw i obowiązków leasingu została zawarta 6 grudnia 2006 roku, mniej niż dwa miesiące do rozpoczęcia sprawy bankructwa.
Spedytorzy - zszokowani

Na zebraniu we wrześniu na pierwszym posiedzeniu klubu spedytorów kraju, który zainicjowało stowarzyszenie ekspedytorów „Lineka” specjaliści byli zszokowani zachowaniem się kolegów z Litwy i Szwajcarii.
„
Okazuje się, że przedstawiciele największych spółek ekspedycyjnych mogą okryć hańbą nasz biznes, to co mówić o mniejszych. Według mnie należałoby jeszcze raz przypomnieć proponowany przez nas pomysł certyfikowania spedytorów, ponieważ w innym razie ryzykujemy utratę zaufania klientów”, - stwierdził prezydent „Lineki“ Vytautas Levickas.
Mindaugas Pivoriūnas, dyrektor generalny międzynarodowego przedsiębiorstwa logistyki i ekspedycji DHL Lietuva twierdzi, "
że ten przypadek jest poważnym sygnałem dla wszystkich spedytorów i przewoźników, aby dobrze przyglądali się swoim partnerom. Historia „M&M Baltica” zmusza nas do bycia czujnymi i do jak najszybszego powiadamiania o niesumiennie działających spółkach na rynku”.
T
łumaczenie artykułu, który ukazał się w największym na Litwie czasopiśmie transportowców
„Kelias“ („Droga”) 2007 r. Nr. 10(52), 32-34 str.
Od redakcji: W tłumaczeniu artykułu zachowaliśmy śródtytuły oraz pewnego rodzaju "szorstkości" językowe. Wykorzystaliśmy także nadesłane nam fotokopie litewskich gazet.
O stanowisko w sprawie treści artykułu, zwróciliśmy się do polskiej spółki "M&M Militzer&Munch Polska". Opublikujemy, jeśli tylko je otrzymamy.